Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 73087
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 4139

Żarciki

Siedzimy z dziewczynkami i Zonią przy stole. Małe pracowicie wyklejają prezenciki wyjęte z butów, siedzą zgodnie i z kurtuazją podają sobie nożyczki i takie tam.
-Mam cudowne córeczki -mówię zatem- Trafiłam o wiele lepiej niż moja mama
-Sama racja- Zonia nie odpuści swojej najmłodszej – szczególnie końcówka mi nie wyszła
-Hehe, dopiero zrozumiałam wasz żarcik! Chodzi o to, że jesteśmy lepsze od Ciebie.
-Tak. Ale żarcik niezły, co?
-Niezły. Ale może to żarcik, a może nie żarcik

Chorzo

Eh, się pochorowalim. Mamy cały wachlarzyk: u mnie zapchane zatoki, u Bimbka migdały jak orzechy włoskie, u Aurela zaogniona krtań. Czekamy na Rikiego z oskrzelami. Chorujemy leniwie, każda po swojemu.

Aurel bawi się zapałkami i świeczkami, ale nie zajmuje go to na tyle, żeby przestał gadać i śle ciągle monologi. „Ach, magia, magia. Fantastyczna rzecz. Tutaj zrobimy tak, że najpierw jedna zapałeczka, od niej następna, pierwszą gasimy, od drugiej odpalamy trzecią, potem czwartą i tak do skończenia świata. A wiesz, że zawsze lepiej się cieszyć niż się smucić? Tata mi mówił, że trzeba się cieszyć życiem, bo inaczej nie będzie się z czego cieszyć. Nie powiem, żebym go za bardzo rozumiała. Ale w przyszłości zostanę optymistą. Tak się mówi o osobach, które mają pół szklanki i się cieszą. To mi się wydaje bardziej rozsądne”

Malwina umyła podłogi chusteczkami do mebli, czyli wszystkie panele są starannie nawoskowane, czyli co chwilę ktoś wywija orła. na przykład Aurel. „Żyjesz?” – pytam. „Tak, żyję. Ała” „A ja nie ziję, bo ja się nie psiewluciłem” – to Bimbek. Bimbek jeszcze kłóci się z Talking Tomem. Dla szczęśliwców, którzy nie pozwolili dzieciom ściągnąć tej aplikacji na telefon podpowiem, że to po prostu kot, który powtarza wszystko, co się do niego mówi, zmieniając głos na chudy i nieco przyspieszając. Bardzo zabawnie jest usłyszeć własny ochrzan typu „Aaa, czy możecie przestać się tu kokosić i sypać ciastkami dookoła? Czy możemy po prostu obejrzeć ten film do końca? Mi się naprawdę podoba, więc siad, spokój i cisza, ok??” powtórzony jak przez niezłego karykaturzystę, cienkim głosikiem i w megatempie. Więc Malwina mówi na przykład: „Kocie, puściłeś bąka!” (ach tak, zapomniałam wspomnieć, kot beka, puszcza bąki, trzeba go kłaść spać, karmić i bawić się z nim, jak nie, to telefon miauczy żałośnie, nawet jeśli aplikacja jest wyłączona, a my prowadzimy lekcję). Kot powtarza: „Kocie, puściłeś bąka!” Malwina: „Nie, ty puściłeś” Kot: „Nie, ty puściłeś” Malwina: „Nie, ty!” Kot: „Nie, ty!” No ubaw po pachy. „Jesteś trochę gapą, kotu!” „Jesteś trochę gapą!” „Nie, ty” „Nie, ty!”. „To moja mama.” „To moja mama.” „Nie, bo moja!” „Nie, bo moja!” „Nie, moja!!!!” „Nie, moja!!!!”. Końca nie widać.

Bimbs

Bimbek buczy smętnie: Ja chcę do dooomu! Ja chcę do dooomu!
Ja: Do jakiego domu?
Bimb: Do nasego.
Ja: Przecież jesteśmy w naszym domu!
Bimb, z uśmiechem i rechotem: O, tak? Ziapomniałem!

Bimb, Ojc i zupa

Filmiki z maja, nieświeże (Bimb już lepiej mówi, zapuścił włosy oraz schudł), ale nadal urocze ;))

WZ

Aurelska korespondencja z Wróżką Zębuszką kwitnie

20141105-193418.jpg

20141105-193436.jpg

20141105-193446.jpg

Aurelka i angielski

Powtarzam z Aurelem angielski przed sprawdzianem:
-How old are you?
-Ajm from Poznań.
-…
-Yyyy, ajm sewen.
-Ok. And your sister, how old is she?
-Tego na sprawdzianie nie będzie.

Oraz: Mamo, po co ja mam wiedzieć, jak się pisze ilewen? Napiszę 11 i z bańki!

A potem zobaczyła gotówkę, którą mi zapłacono za ostatnie zlecenie.
-Wooooow! Woooow! Ile pieniędzy! Za co się tyle dostanie?
-Za uczenie się nie tylko tego, co będzie na sprawdzianie.

Ha!

Aurel i polski

Aurel poprosił o owsiankę na kolację. Robię, a on co chwilę wsadza nos do garnka:
-Mmmm, niebo w nosie! Uwielbiam zapach cynamonu.
Za chwilę:
-A tak w ogóle to owsianka to coś niezwykłego. Niby zwykła kasza, bo to przecież po prostu kasza, a taka pyszna! No, ale w sumie to kasza przetrawiona. Ale nie że przetrawiona, czyli taka co przeszła przez żołądek, hehe! Przetrawiona przytrawami, w tym wypadku cynamonem.

Bimbosia i polski

1. Telaszam, bękołem – to jak jej się odbije
2. Oj, uderzyłem twoją butą, telaszam. Trzeba całuska? Tutaj? Już dobrze?
3. O, lalysowałem tololową ciętę. To dla ciebie, po powiedziałem, że jesteś dupia i dzipka – kolorowa tęcza na pojednanie za ostre wyzwiska (ja-głupia i brzydka????) to trochę mało, ale niech tam

Chasse hunt jaegel

Znowu polowanie. Dawno nie jeździłam, już trochę zapomniałam, jakie to fajne. Teraz jestem na trzecim; dwa pierwsze standardowe, za to na aktualnej zbiorówce powtorzył się manewr z bodaj 2004: myśliwi zamówili tłumacza z językiem, w którym sami nie mówią. Ja tu się z lekuchnym drżeniem niepewności zgłaszam jako tłumacz angielskiego, a oni ani w pip. Ja studiuję internety pod kątem gwary i łowieckiej nomenklatury, a oni po niderlandzku/flamandzku, a ten język mi obcy jak subkulturki emo. Na 18 osób cztery znają angielski, dwie coś dukają po francusku, jeden, co ma żonę Polkę, jakoś jedzie po polsku („ja szczelał łanie, dwa razy. Nie trafił, kurwa”), i jeden sobie zajebiście radzi i z angielskim i z francuskim. Jak ci dwaj ostatni są pod ręką, to spoko, tłumaczą reszcie, jak nie, to puszczam takie wypowiedzi:
Numer jeden, dwa i trzy wysiadają. Nomber łantufri- ałt. Ain cwaj draj- hija. Un, deux, trois – ici.

Strzelałeś? Ile razy? Tu as tiré? Combien de fois? Shot? How many times? Szisen? Wifil?

A oni odpowiadają jak leci. Nichs. Szwajne. Durzi dżik.

Czeski film, panie.

Bimb

Riki patrzy na jedzącą Malwinę i napatrzeć się nie może. Zawsze tak mamy, ona to robi z zamiłowaniem i całą sobą, jedzenie czci i uwielbia (moja córka wszak), na wszystko ma swoje systemiki, odpowiednie sztućce, zawsze ta sama szklanka. Je cała skupiona na czynności i widać, że to dla niej frajda. Nie pamiętam już, czy akurat jadła zupę (łyk wody po każdej łyżce, z zupy wyławiamy na zmianę ziemniaka i mięso) czy parówki (maczane w keczupie, zagryzane chlebkiem z masłem) czy kanapki z pasztetem (najpierw środek, potem skórki), w każdym razie Riks, niecutko rozczulony, mówi:
-Malwinka, ty to jesteś król życia, co?
-Nie, ja jestem Miscem Panem.