Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 74290
  • Dzisiaj wizyt: 10
  • Wszystkich komentarzy: 4139

Uciekam do Mamy

Komputer schowam zaraz, zjem śniadanie, skończę Endera (pewnie to by fajnie brzmiało po angielsku), na oślep wybiorę wierzchnie odzienie (logika szkodzi: gdy jadę w futerku, bo jest luty, wracam spocona jak myszak, gdy decyduję się na cienki zielony płaszczyk, bo marzec, trzy dni potem otrzepuję kości ze śniegu), wskakuję w pociąg i zostawiam złe sny [...]

Słodkie noce

Cashew mówi, że śnią się jej grzyby i wie, co to znaczy. Ja od kilku nocy jestem w snach kopana przez bandę wyrostków. Nie wiem, czy to pod wpływem „Gry Endera”, którą teraz czytam z pasją, czy ma to jakieś głębsze wytłumaczenie, ale nie jest to fajne. Czuję na żebrach twarde czuby butów, kościste kolana, [...]

Niestrawność

Poprzednia notka była za długa, blog się zakrztusił. Teraz dieta. A ja idę spać. To się nazywa narkolepsja oraz uciekanie od problemów do pluszowego.

Polska:Francja – 1:1

Uczę się francuskiego od 9 lat. Wielu nauczycieli różnych narodowości. Najlepszy z nich – pierwszy – pan Sławek z liceum. Potem, na studiach, cała plejada dziwaków: od alzackiego dupka z niemieckim akcentem, przez młodego przemądrzałego belgijskiego tigra o wąskich pośladkach, ciemnoskórą magister polonistyki rodem z jakiś frankofońskich wysp, niewidomego pana Gaspars z Belgii, imponującego swoją [...]

UGR

Poszłam i się podenerwowałam niepotrzebnie. Idę się wyspać, a jak wrócę, to wypocę taaaką notę na temat stosunków polsko-francuskich (a nie francusko-polskich). Dobranoc.

O 7:15 rano w Polsce

O tej godzinie podobno blog najlepiej chodzi. A ja nie. Ubrania się grzeją na kaloryferze. A ja nie. One zaraz idą na uwiwersytet. Zabiorę się z nimi.

Skazani na Shawshank

I nic więcej, bo po co.

Jestem łatwa

Dałam się babeczce. Pocieszyła mnie skutecznie. Schrupałam ją w trymiga jednego. Co prawda miała dżemik wiśniowy, bitą śmietanę, galaretkę, pomarańcze, kiwi i winogronko czerwone, i była tak apetyczna, że uległam jej, powstrzymując wszechogarniającą chęć wybiegnięcia na wiatr i mróz po makaronika, ale nie powinnam jednak tak łatwo się poddawać. Ech.

Ciasteczko

No to mam problem. Znalazłam kolejne ciacho mojego życia: makaronikowy trójkącik. Chrupiący, troszkę jakby klejki, kruchy, mało słodki, I kupiłam tylko jedno, a sklep daleko. A ja chcę jeszcze jeszcze jeszcze!!!!!

Weekendowo

A tak w ogóle to nie ma to jak leniwy weekend w łóżku z pilotem w dłoni, kiedy jedynym wyzwalaczem energii jest zrobienie obiadu (kulki mięskowe w pieczarkach & kiszony ogór) i kąpiel. I współczuję szeroko wszystkim aktywnym.

Ale kiedyś kupię rowerek, taki prawdziwny, i co drugą sobotę będę śmigać po alejkach cytadelskich. Jeśli [...]