Archiwum

  • Wszystkich wizyt: 75614
  • Dzisiaj wizyt: 6
  • Wszystkich komentarzy: 4146

Aurelka i angielski

Powtarzam z Aurelem angielski przed sprawdzianem:
-How old are you?
-Ajm from Poznań.
-…
-Yyyy, ajm sewen.
-Ok. And your sister, how old is she?
-Tego na sprawdzianie nie będzie.

Oraz: Mamo, po co ja mam wiedzieć, jak się pisze ilewen? Napiszę 11 i z bańki!

A potem zobaczyła gotówkę, którą mi zapłacono za ostatnie zlecenie.
-Wooooow! Woooow! Ile pieniędzy! Za co się tyle dostanie?
-Za uczenie się nie tylko tego, co będzie na sprawdzianie.

Ha!

Aurel i polski

Aurel poprosił o owsiankę na kolację. Robię, a on co chwilę wsadza nos do garnka:
-Mmmm, niebo w nosie! Uwielbiam zapach cynamonu.
Za chwilę:
-A tak w ogóle to owsianka to coś niezwykłego. Niby zwykła kasza, bo to przecież po prostu kasza, a taka pyszna! No, ale w sumie to kasza przetrawiona. Ale nie że przetrawiona, czyli taka co przeszła przez żołądek, hehe! Przetrawiona przytrawami, w tym wypadku cynamonem.

Bimbosia i polski

1. Telaszam, bękołem – to jak jej się odbije
2. Oj, uderzyłem twoją butą, telaszam. Trzeba całuska? Tutaj? Już dobrze?
3. O, lalysowałem tololową ciętę. To dla ciebie, po powiedziałem, że jesteś dupia i dzipka – kolorowa tęcza na pojednanie za ostre wyzwiska (ja-głupia i brzydka????) to trochę mało, ale niech tam

Chasse hunt jaegel

Znowu polowanie. Dawno nie jeździłam, już trochę zapomniałam, jakie to fajne. Teraz jestem na trzecim; dwa pierwsze standardowe, za to na aktualnej zbiorówce powtorzył się manewr z bodaj 2004: myśliwi zamówili tłumacza z językiem, w którym sami nie mówią. Ja tu się z lekuchnym drżeniem niepewności zgłaszam jako tłumacz angielskiego, a oni ani w pip. Ja studiuję internety pod kątem gwary i łowieckiej nomenklatury, a oni po niderlandzku/flamandzku, a ten język mi obcy jak subkulturki emo. Na 18 osób cztery znają angielski, dwie coś dukają po francusku, jeden, co ma żonę Polkę, jakoś jedzie po polsku („ja szczelał łanie, dwa razy. Nie trafił, kurwa”), i jeden sobie zajebiście radzi i z angielskim i z francuskim. Jak ci dwaj ostatni są pod ręką, to spoko, tłumaczą reszcie, jak nie, to puszczam takie wypowiedzi:
Numer jeden, dwa i trzy wysiadają. Nomber łantufri- ałt. Ain cwaj draj- hija. Un, deux, trois – ici.

Strzelałeś? Ile razy? Tu as tiré? Combien de fois? Shot? How many times? Szisen? Wifil?

A oni odpowiadają jak leci. Nichs. Szwajne. Durzi dżik.

Czeski film, panie.

Bimb

Riki patrzy na jedzącą Malwinę i napatrzeć się nie może. Zawsze tak mamy, ona to robi z zamiłowaniem i całą sobą, jedzenie czci i uwielbia (moja córka wszak), na wszystko ma swoje systemiki, odpowiednie sztućce, zawsze ta sama szklanka. Je cała skupiona na czynności i widać, że to dla niej frajda. Nie pamiętam już, czy akurat jadła zupę (łyk wody po każdej łyżce, z zupy wyławiamy na zmianę ziemniaka i mięso) czy parówki (maczane w keczupie, zagryzane chlebkiem z masłem) czy kanapki z pasztetem (najpierw środek, potem skórki), w każdym razie Riks, niecutko rozczulony, mówi:
-Malwinka, ty to jesteś król życia, co?
-Nie, ja jestem Miscem Panem.

Aurel profeska

Aurel zaprzyjaźnił się na zabój z dwiema siostrami-sąsiadeczkami. Załapały cudny wspólny klimat i całe popołudnia spędzają razem na durnowatych zabawach („kto się zgadza, ten musi podlizać umowę, czyli polizać Bodzię w piętę”, „żółty eliksir, trzeba dodać wszystko, co jest żółte, na przykład siki i mamy płyn do kąpieli”). Czasem zostają u siebie na noc. I pewnego wieczoru właśnie, jak mama dziewczynek przyszła już je zabrać, Aurel złożył rączki splecione pod brodą, wystawił wielkie oczy i dygając, miękkim głosem wymiałczał:
-Proszę… Błagam… Zabierzcie mnie ze sobą!
-Aurelko, kochanie, ale my dziś mamy gości na noc!- mama dziewczynek Aurela lubi i ich przyjaźń ceni i popiera, ale czasem wiadomo, więc mówię:
-Niuniek, w takim razie nie dzisiaj. Nie będzie dość miejsca do spania.
-Ja mogę w kąciku, mogę na podłodze, mogę w nogach, byle z wami! Proszę, zabierzcie mnie! Błagam!
Nikt by tego nie uniósł. Ten ton błagalny, ten małdrzyk chudych paluszków, te proszące zawodzenia…
-Dobra, to spakuj szczotkę i piżamkę i zaraz po ciebie zajdę. – powiedziała mama dziewczynek i wyszła. A wtedy podskakujący, szczęśliwy i dumny z siebie Aurel powiedział, już kompletnie innym głosem zblazowanego zwycięzcy:
-Widziałaś, mamo? TAK się żebra.

;))

-Chocham Cię, mamo.
-A ja kocham Ciebie, Malwinko!
-Ale ja Ciebie chocham szybciej.

khgygfy

-Mamo, mamo! A ja w tym roku jestem o wiele śmielsza i bardziej aktywna! Ciągle się zgłaszam do odpowiedzi! – cały dumny opowiada Aurel
-Woow! Papul, Jak ja się cieszę! – naprawdę się cieszę, bo w zeszłym roku dostawałam info od pani, że Aurel kompletnie nic w szkole nie mówi i aż się dopytywałam, czy aby na pewno mamy na myśli tę samą dziewczynkę, której w domu paszcza nie zamyka się nigdy – A co pani powiedziała, jak się zgłosiłaś?
-Pani powiedziała „Dobrze, że przynajmniej spróbowałaś”

Shjdjdj

-Patrz! Tata mi kupił zielonego smoka do kolekcji! Mam już takiego, ale niebieskiego. Tego niebieskiego nazwałam Blu. Ciekawe czy zgadniesz, jak nazwę tego! – zagaduje Aurel
-Pewnie Grin- mówię znudzona
-Wow! Tak! Skąd wiedziałaś???
-Bo jestem niebywale inteligentna.
-Nie. Ty mnie po prostu dobrze znasz.

Hfdhgf

-Masz mózg, Malwiśku?
-Mam. Jenen.
-Ale on nie działa!
-Tak-k-k, działa!
-To może on śpi?
-Nie śpi, nie ma piżamki.